„Hery” z Dolnym zrobili różnicę w hicie

W szlagierze trzeciej kolejki mistrz pokonał MSI Telekom po bardzo zaciętym meczu 51:46. Obrońców tytułu do wygranej poprowadzili Tomasz Herman i Przemysław Dolny, którzy zdobyli łącznie 32 punkty. W pozostałych spotkaniach bez niespodzianek. Swoje mecze wygrali Kar-Bet i Lucky Team, a w pojedynku drużyn, walczących o uniknięcie ostatniego miejsca zespół z Nowego zrewanżował się za ostatnie porażki Raszowi.

Relacje:

Celcom Olimp Jeżewo – Kar-Bet Team 44:50 (11:17, 9:10, 6:7, 18:16)

Celcom choć miał bardzo słaby początek pierwszej kwarty, gdy tylko opanował nerwy zaczął odrabiać straty, by od drugiej połowy mecz prowadzić grę z Karbetem jak równy z równym. Początek meczu należał do Karbetu, ale jeżewianie z każdą minutą grali lepiej, a Kar-Bet-owi pod koniec jakby brakowało paliwa. Drużyną z Jeżewa świetnie na rozegraniu zarządzał Kacper Borucki, zdobywając w meczu 18 pkt (4 trójki). Gdy tylko Kar-Bet zdołał odskoczyć na kilka punktów w drugiej połowie meczu, skuteczne rzuty z dystansu i indywidualne akcje Boruckiego sprawiały, że wynik znów zbliżał się do remisu. Na tablicach ostre boje toczyli ze sobą Czajka z Ratkowskim. Gracz z Jeżewa w jednej z akcji nawet ucierpiał i musiał kilka minut tamować krwawienie, przez co sędzia nie chciał go wpuścić na parkiet. Mecz był bardzo ostry i obfitował w sporą ilość fauli. Dość powiedzieć, że nie ukończyło go czterech zawodników w tym trzech z Jeżewa, którym trochę pod koniec spotkania, gdy wynik był już rozstrzygnięty puściły nieco nerwy. Mimo to Celcom na pewno zaskoczył tym, że toczył wyrównane spotkanie z kandydatem do rundy play-off. Mimo słabszych dwóch pierwszych kwart, w drugiej połowie jeżewianie obejmowali nawet prowadzenie. Duży wpływ na wynik oprócz oczywiście świetnej gry Kar-Bet-u pod koszem (18 zbiórek Ratkowskiego i 10 Mostowskiego) miała jednak postawa Macieja Bzdawki, który był z pewnością bohaterem tego spotkania. Nie dość, że zdobył najwięcej, bo 14 punktów dla swojej drużyny, to jego akcje w końcówce, w tym bardzo ważna „trójka” i trzy asysty przechyliły szalę zwycięstwa na korzyść Kar-Bet-u. Celcomowi z pewnością również nie pomogła duża ilość fauli przez co Kar-Bet zdobył aż 13 punktów z rzutów wolnych.

 

Lucky Team – BUD-PAP/Roplast Team 73:38 (14:12, 19:6, 14:10, 26:10)

„Szczęściarze” są wyraźnie na fali i rozgromili kolejnego rywala, tym razem różnicą 35 punktów. BUD-PAP zdołał zagrać tylko dobrą jedną kwartę, w której nawet kilka minut prowadził, choć ekipa Lucky zakończyła jednak pierwsze osiem minut, wygrywając 14:12. Potem oglądaliśmy już popisy tylko jednej ekipy, choć trzeba dodać, że w drużynie BUD-PAP-u oprócz Roberta Baumgarta z bardzo dobrej strony pokazał się Przemysław Chojnacki (15 pkt, 15 zbiórek). Może to być bardzo dobry punkt drużyny w meczach ze słabszymi rywalami. Tymczasem trio Materek-Sikorski-Kitkiewicz z minutę na minutę rozkręcało się coraz bardziej. Co warte zauważenia Lucky Team jest chyba w tej chwili najbardziej zespołowo grającą drużyną, o czym może świadczyć liczba 19 asyst w tym meczu (7 Piotra Materka). Po niektórych akcjach ręce same składały się do oklasków, zwłaszcza, gdy znakomitą orientacją wykazywał się Michał Kitkiewicz, który często kapitalnie zagrywał do Sikorskiego i Materka. Nic dziwnego, że przewaga „Szczęściarzy” rosła z każdą minutą. Bliscy byliśmy również pierwszego w tym sezonie wsadu, ale Piotr Materek przegrał pojedynek sam na sam z obręczą. Mimo to wicemistrz udowadnia na każdym kroku, że jest w formie i już możemy sobie ostrzyć zęby na mecz ekipy Materka z Corleone Team.

Rasz/Traktor-Parts – Nowe Basket Team 39:41 (7:6, 12:13, 6:9, 14:13)

Mecze Rasza z Nowem zawsze należą do bardzo zaciętych i wyrównanych. Nie inaczej było tym razem. Nowianie jednak zrewanżowali się Raszowi za ostatnie porażki. W całym meczu przy niskim wyniku, żadna z drużyn nie zdołała ani przez moment zbudować większej przewagi. Rasz zaczął dość ospale od 0:4, ale pierwszą kwartę wygrał 7:6. Do przerwy mieliśmy jednak remis 19:19 i widmo dogrywki zaglądało poważnie w oczy, bo mecz cały czas toczył się na styku. W drużynie Rasza ponownie najskuteczniejszym zawodnikiem był Paweł Bartnik 15 pkt (3 trójki), ale grał tym razem na dużo niższym procencie skuteczności. Na tablicach aż 17 zbiórek zanotował Błażej Michalski. Z kolei w Nowem oczywiście wynik trzymali Gocek i Górski (razem zdobyli 26 punktów). Do samego końca nie było jasne, kto w tym meczu odniesie zwycięstwo. Mimo, że Rasz przegrywał w ostatniej minucie pięcioma punktami, celna trójka na 24 sekundy przed końcem meczu pozwoliła jeszcze zmniejszyć straty. Problem w tym, że Rasz w ostatniej kwarcie w ogóle nie faulował i aby przerwać akcję nowian, musiał niemal co sekundę szybko złapać cztery faule, by doprowadzić do rzutów wolnych. To się udało na tyle skutecznie, że zawodnik z Nowego pomylił się na linii osobistych. Dzięki temu Rasz przeprowadził jeszcze ostatnią akcję meczu, ale spod kosza nie dał rady trafić Zawadzki i dogrywka przeszła Raszowi koło nosa.

Corleone Team – MSI Telekom 51:46 (6:11, 14:11, 15:11, 16:13)

Hit kolejki na pewno nie zawiódł i pokazał, że w rundzie play-off możemy być świadkami zaciętych spotkań. MSI bliskie było pokonania mistrza, ale ostatecznie przegrało pięcioma punktami. Od samego początku ekipa Krzysztofa Kułakowskiego podeszła do meczu bardzo zmotywowana i skoncentrowana. Po pierwszej kwarcie MSI prowadziło 11:6, a do przerwy 22:20. Mecz był niesamowicie wyrównany, toczony w trybie akcja za akcję. Od samego początku jednak ciężar gry na siebie wziął Tomasz Herman, który w całym spotkaniu zdobył 21 punktów i był architektem zwycięstwa. W pierwszej połowie to głównie dzięki indywidualnym akcjom „Herego” mistrz utrzymywał dystans. W drużynie MSI z kolei zdobywaniem punktów zajął się oczywiście Igliński, choć dzielnie wspierali go również Karol Drzewiecki i Krzysztof Kułakowski, przede wszystkim celnymi rzutami z dystansu. Igliński od początku trzeciej kwarty grał jednak z czterema faulami i musiał bardzo uważać, ale mimo to zaliczył 5 przechwytów, co w ważnych momentach w końcówce pozwalało wyprowadzać kontry, które zresztą najczęściej sam kończył. To właśnie szybkie ataki Iglińskiego oraz trójki Kułakowskiego i Drzewieckiego pozwalały MSI do końca wierzyć w sukces, ponieważ w drugiej połowie meczu po stronie Corleone przebudził się Przemysław Dolny, który od tego momentu w parze z Hermanem ciągnęli grę Corleone. Dolny dzielnie walczył z Manikowskim na tablicach (wygrał zbiórki 10:7) i zdobywał cenne punkty spod kosza. Hery natomiast mimo, że został uderzony w rękę trafił dwie trójki (jedną dołożył Gerke), co i tak było skromniejszym dorobkiem jeśli chodzi o punkty z dystansu od MSI. Mecz rozstrzygnął się dopiero w połowie czwartej kwarty, głównie dzięki większemu spokojowi, zachowanemu przez Hermana. W decydujących akcjach MSI zabrakło trochę szczęścia, co skrzętnie wykorzystała ekipa Corleone. Mistrz, będąc pod sporą presją i przegrywając minimalnie przez większość dystansu, ostatecznie zachował spokój i odniósł kolejne zwycięstwo. MSI jednak należą się wielkie brawa, bo trzeci zespół poprzedniego sezonu postraszył mistrza i pokazał, że można z nim do końca toczyć wyrównany pojedynek. Dla ekipy MSI była to druga porażka z rzędu, ale mają już z głowy dwóch najgroźniejszych rywali w rundzie zasadniczej i teraz powinno być już tylko lepiej.

Może Ci się również spodoba